wtorek, 21 lutego 2017

Największe błedy w odżywianiu - moja historia część 1

Na początku chciałabym wyjaśnić czemu opowiadam Wam tą historię pomimo, że jest to dla mnie coś wstydliwego i bardzo niemiłego. Chciałabym uświadomić wszystkim i zobrazować jak błędy w odżywianiu kształtują psychikę i zdrowie każdego z nas :)
Nie popełniajcie tych błędów!

Moja historia w zwracaniu uwagi na sylwetkę zaczęła się dokładnie 10 lat temu kiedy po pewnych przejściach stwierdziłam, że muszę schudnąć pomijając fakt ze byłam normalną nastolatką bez żadnej nadwagi.

Od czego to się zaczęło?

Wyjechałam za granicę do mamy, która już tam wcześniej mieszkała, miały być to tylko wakacje, ale musiałam tam zostać z czym nie umiałam się pogodzić bo w Polsce została cala moja rodzina, przyjaciele, znajomi, szkoła i przede wszystkim najważniejsza mi osoba czyli moja babcia. Poszłam do szkoły gdzie nikogo nie rozumiałam, nikt mnie nie rozumiał i nawet nie wiedziałam w jakiej jestem grupie, jakie mam przedmioty i gdzie jest moja klasa. Pamiętam ten dzień jak weszłam do klasy podczas lekcji i wszyscy się na mnie patrzyli gdy nieśmiało szukałam wolnego miejsca. Usiadłam obok dziewczyny o imieniu Miriam i po kilkunastu minutach słuchania słów, których nie rozumiałam, nauczyciel zadał mi pytanie w języku Walencjańskim i wtedy pomyślałam, że jestem na lekcji francuskiego <śmiech>.

Ciężko było się odnaleźć, czułam się nieakceptowana przez rówieśników i chyba to pchnęło mnie do pomysłu zrzucenia wagi. Ważyłam wtedy 53 kg przy wzroście 164 cm. Zaczęłam jeść mniej i unikać słodyczy, później wprowadziłam taki system, że przez cały tydzień przyjmowałam niską ilość kalorii (około 1600 dziennie) a w weekendy pozwalałam sobie na wszystko. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to jest bez sensu bo nie po to cały tydzień się katuje żeby później nadrabiać więc postanowiłam, że nawet w weekendy będę jadła mniej. Porzuciłam wtedy najważniejszy posiłek w ciągu dnia czyli śniadania, przestałam jeść całkowicie słodycze, odstawiłam wszystko co było smażone i tłuste. Moimi głównymi posiłkami były jogurty 0 % tłuszczu (jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że przez to, że mają obniżoną zawartość tłuszczu jest w nich więcej cukru), pomidory (jadłam około kilograma dziennie), chude mięso i fasolka szparagowa. Zamiast cukru do słodzenia używałam zwykłego słodzika, który jest bardzo szkodliwy dla zdrowia. Mój jedyny wysiłek to były lekcje wychowania fizycznego. W ten właśnie sposób w 2 miesiące schudłam ponad 10 kg i doszczętnie wycięczyłam swój organizm. Dodam do tego, że przestałam miesiączkować (na około 2 lata), miałam zawroty głowy, podkrążone oczy i ciągle było mi zimno.

Przez cały ten okres nigdy nie miałam wstrętu do jedzenia i było to dla mnie naprawdę męczące, że nawet nie mogłam napić się kakao. Później stwierdziłam, że jestem już wystarczająco chuda i nie chcę tracić więcej kilogramów, niestety z obawy o to, że przytyje ciągle jadłam mało i dalej chudłam tyle że wolniej. Na szczęście nie mam żadnych zdjęć z tego okresu bo wyglądałam jak chodzący trup. Wszyscy zaczęli zwracać mi uwagę, że jestem za chuda, w szkole zaczęli się martwić i wtedy zaczęłam rozumieć, że to wszystko za daleko zaszło. Z perspektywy czasu tłumacze to sobie, że miałam zbyt mało wiedzy na ten temat, byłam zbyt młoda żeby to rozumieć (miałam tylko 12/13 lat).

Następnie przyszedł okres kiedy chciałam i musiałam przytyć, ale o tym napiszę Wam w kolejnym poście bo to długa i ciekawa historia :)
W końcu opisałam Wam około 1, 5 roku z tych 10 lat :D

A moje śniadania teraz wyglądają tak:



Chcecie przepis ?

Miłego dnia :)

2 komentarze:

  1. Milo ze postanowilas podzielic sie swoja historia. Takie daja do myslenia i moze akurat znajdzie sie ktos kto bedzie potrzebowal pomocy w formie wlasnie takiego posta

    magdawiglusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń


  2. Uwielbiam Twojego bloga!
    Obserwuję i liczę na rewanż :)

    Za komentarz do posta odwdzięczam się trzema komentarzami :)

    http://www.sandrakopko.com/2017/02/snowy-fur.html

    OdpowiedzUsuń